wtorek, 06 lutego 2007
piątek, 15 grudnia 2006
Ratunku!!! Ranigast!!!
Jak długo można zdrowo żyć? Nie palić, nie pić, nie pie... i jeść tylko to co nie przekracza 150 kalorii na sto gramów. To moje życie od trzech tygodni i zaczęłam dochodzić do wniosku, że może z braku kalorii i używek, moje życie również stało się ubogie w wydarzenia?
No to postanowiłam sobie poużywać z okazji przyjazdu Pani Majki. Po pierwsze wino białe, które chłodzi się już w lodówce. Po drugie dużo chleba i masła, bo przecież kochamy chleb i masło, oraz innych bomb kalorycznych. Po trzecie zrobiłam sałatkę - przepis wzięty z serwisu gazeta. Sałatka składa się z kuskusu, tuńczyka, cebuli, czerwonej fasoli, ogórków kiszonych i majonezu. Trudne to nie było. Wymieszałam, doprawiłam, wstawiłam do lodówki żeby się chłodziło, a przed chwilą postanowiłam spróbować tego egzotika.
O żesz kurwa!!! Dlaczego nikt w tym serwisie nie dodał, że tą sałatką można szpachlować ściany?? Dlaczego nikt w tym serwisie nie napisał, że odbija się po niej tak, że w oczy szczypie?? Dlaczego nikt nie powiedział, że zgaga wypali mi dziury w bluzce??
Chyba zamówię pizzę. Się postarałam, nie ma co...
czwartek, 14 grudnia 2006
Czy naprawdę
nic się u mnie nie dzieje? Takie mam wrażenie, kiedy zaglądam do swojego bloga. Ale przecież dzieje się. Po legendarnym wyjściu do fryzjera, poleciałam na drugi dzień do Brukseli, gdzie spotkałam się UWAGA! z Panem M. Z Panem M, pojechaliśmy do Francji służbowo, ale w końcu zostaliśmy na w-end, dzięki czemu zaliczyliśmy dwa piękne miasta (Nancy i Metz), jednego Dżejmsa Bąda, oraz trzy poważne kłótnie. Sprawa wygląda tak, że ja w końcu (w lipcu) od Pana M. uciekłam, uciekając z Bruxy, ale on się nie poddał i od tej chwili starał i nadal stara się mnie odzyskać, ale ja się nie daję, no bo co w końcu, nie? Trzeba się było wtedy starać, a nie jak ja już miałam wszystkiego dosyć. I on mi teraz tłumaczył, że to był w jego życiu, taki rite de passage, ale że już jest po wszystkim i że on naprawdę teraz będzie już odpowiedzialny i w ogóle. Swoją drogą to ciekawe, że w sumie nieźle się dogadujemy, co jest tym bardziej dziwne, że ani on ani ja nie porozumiewamy się w ojczystych językach. I tak to. W sumie miło. Kiedy byliśmy w Nancy, powiedziałam do Pana M: - Znam tu jedną fajną knajpę, gdzie jest 100 gatunków piwa Na co on odpowiedział: - A ja znam jeden kraj gdzie jest 600 i nienawidzę go z całego serca.
A w kinie na JB wszyscy na sali gadali. A kiedy JB opychał tosty z kawiorem i pił martini, to jedno dziecię do drugiego rzekło: Oni cały czas piją na tym filmie. Zabaaaawne. W ogóle dziwne obyczaje tam panują, o nonszalancji kelnerów nie wspomnę.
No i tego, co jeszcze? No właśnie kurwa nic. Chyba jednak nudy same. No ale nadal nie palę, to chyba też coś. A wczoraj przespałam trening, a to dlatego że tak bardzo chciałam się wcześniej rozgrzać, że w końcu zasnęłam pod tym ciepłym kocykiem. Na szczęście, w w-end się jeszcze coś może wydarzyć, gdyż przyjeżdża Pani Majka, więc zaszalejemy. A teraz wracam do przeglądania ofert last minute, które mogłyby mnie w tym roku uratować od świąt. Ech...
czwartek, 07 grudnia 2006
Bo ty się na blondynkę...
nigdy nie nadawałaś - to usłyszałam dzisiaj od swojego byłego, kiedy zobaczył moje zdjęcie po wyjściu od fryzjera.
W nowym mieście, jak to w nowym mieście, cholera wie dokąd pójść do fryzjera. Przekopałam więc całe gazetowo-krakowsko-fryzjerskie forum i kiedy już dostawałam obłędu, że pani Ela ze złotego grzebyka SUPER, a za chwilę ktoś inny pisał TRAGEDIA, okazało się, że jest jeszcze taki pan, który się nazywa Klaudiusz i który figuruje na kilku forach o tej tematyce.
Jak widać, ma on swój mały harem wielbicielek, które uważnie śledzą jego karierę zawodową, oraz kolejne salony w których pracuje.
Udało mi się "dostać" na dzisiaj do Pana Klaudiusza. Powiedziałam tak: balejaż, blond ale nie paździerzowy tylko popielaty, mało ścinać bo zapuszczam. On zapytał dlaczego zapuszczam? Bo mam kaprys - no co raz w życiu można mieć dłuższe włosy, jak się ma zawsze krótkie.
Po trzech godzinach wyszłam z prawie krótkimi, brązowymi włosami, oraz z makijażem, który był w cenie. I wiecie co? No wyglądam zajebiście:)
Sprawdziłam to: po fryzjerze lansowałam się jeszcze w galerii k. żeby kupić prezent takiemu jednemu. Uwielbiam kiedy kobiety patrzą się na mnie z nienawiścią:)))))
P.S. Nadal nie palę:))))))))))))))))))))))))))))))))))))
sobota, 02 grudnia 2006
Fascynujący pasztet
Kilka dni temu, na serwisie randkowym, wyhaczyłam jednego kolesia, z fajnym opisem, z ładniutką buźką i w moim wieku. Napisał, że chce tu poznać fascynujące kobiety. Jak w pysk pomyślałam o sobie;) Żeby się jednak upewnić, napisałam do niego z pytaniem jaki jest wzór na facynujące kobiety? On jednak odpisał mi: Brak zdjęcia - nie jestem zainteresowany. Więc ja napisałam, że rozumiem, bo ja też nie odpowiadam (odkąd wiadomo;) na anonse bez zdjęć, mogę mu jednak ostatecznie wysłać swoje na skrzynkę. Chętnie się zgodził. Zdjęcie wysłałam, a dzisiaj dostałam odpowiedź: Wybacz, nie jestem zainteresowany. Życzę powodzenia. Dobre, co? Uśmiałam się po pachy. Czasem dobrze jest dowiedzieć się jak się wygląda:) No i dowiedziałam się też, jaki jest wzór na fascynujące kobiety. Bo ja najwyraźniej jestem wzorem na fascynujące pasztety:))) No nie wiem, napić się czy zapalić? A może klub założyć? "Klub Kwadransowych Pasztetów" Zapraszam!!! I poprosimy Skrzynecką, żeby nas rozreklamowała:)
piątek, 01 grudnia 2006
Do Bydgoszczy będę jeździł...
Wczoraj wieczorem, w ramach łamania starorocznych postanowień, ale tylko z minimalnym skutkiem, poszłam do nocnego po dwa małe piwa i twixa. Myślę: należy mi się, po tych wszystkich dietach, nie paleniu papierosów i bieganiu na aerobik, a że w dodatku były Andrzejki, które spędzałam przy kompie...
Weszłam do sklepu, za ladą stał chłopaczek, na oko 25 lat, a o ladę stała oparta wymalowana paniusia, którą chętnie zapytałabym o dowód, w wieku chyba lat 17, w czymś tak krótkim na sobie, że w zasadzie trudno to było nazwać spódnicą.
Podeszłam do lodówki Żywiec, młodzieniec również podszedł, gdyż nie był to sklep samoobsługowy. - Jest mały Żywiec w butelkach? - Nie ma. - A to nie jest mały Żywiec? - pytam pokazując na butelkę - Nie jest. Chyba czas zmienić soczewki. - Powiedział do mnie młodzienieć, wesoło zerkając na swoją chyba dziewczynę. Nie skomentowałam i poprosiłam o dwa małe Heinekeny. Za chwilę okazało się że nie ma Twixów i znowu młodzieniec przypomniał mi o mojej wadzie wzroku, a jego dziewczynie znowu baaardzo spodobał się ten drobny żarcik. Wzięłam snickersa. - Ile płacę? - 6,80 i proszę o drobne. - Nie mam - wyjęłam dwie dychy - Ja też nie mam, no cóż trudno, nie napije się pani dzisiaj - kontynuował młodzieniec, wydając mi resztę, a dziewczynka była chyba w siódmym niebie. Tak mi zaczął wydawać, że z dwudziestu wydał mi tylko 3,20. - To jest cała reszta według pana? - Aaaa oj sorry, już daję - i rzucił mi dziesiątkę, po czym zapakował mi te dwa piwa w tak małą siateczkę, że nawet nie wiedziałam że takie istnieją. Wyglądało jak opakowanie na dwa pączki. - Nie ma pan przypadkiem większej siatki? Z tej mi zaraz wszystko wypadnie. - A po co pani? Ta jest dobra. - Według mnie nie jest i nie oczekuję pana zdania na temat tej idiotycznej siateczki, tylko odpowiedzi na pytanie czy nie ma pan większej siatki?? Chłopina wzruszył ramionami, po czym rzucił mi większą siatkę, mówiąc: - Nie rozumiem pani filozofii życiowej - Na szczęście nie jest pan tu od tego żeby rozumieć moją filozofię życiową - syknęłam mu tylko przez zęby i totalnie wściekła rzuciłam się do drzwi, warcząc: do widzenia! I co? Nic nie usłyszałam. Więc wkurwiona do granic możliwości, odwróciłam się na pięcie z impetem i prawie krzyknęłam: POWIEDZIAŁAM DO WIDZENIA. I wtedy chłopczyk się już nie śmiał, minę miał tak zdziwioną, że zobaczyłam dno jego oka. Po cichutku wybąkał: ddo wwidzenia.
czwartek, 30 listopada 2006
Zostań debilką w jeden dzień
Wszystkim zainteresowanym, od razu mówię: randki nie było. To mnie nauczy, żeby nie odpowiadać na anonse bez zdjęcia;) A tak naprawdę koleś okazał się cieniasem na gg, więc wolałam już nie próbować w realu. A wracając do tematu. Jak wiadomo, najważniejszą kwestią w życiu studenta są notatki, tym bardziej kiedy nie chce mu się chodzić na wykłady, dzięki czemu nie wie nawet jak wygląda dany wykładowca i potem ma problemy... Moim ulubionym miejscem na uczelni jest tablica ogłoszeń. Czasem się człowiek dowie, że ma poprawkę, czasem okaże się że niepotrzebnie szedł te 30 minut w deszczu i mrozie, bo akurat nie ma zajęć, ale czasem zdarzy się, że na tablicy ogłoszeń są też chętni do (uwaga!) sprzedaży notatek. Myślę sobie: czas to pieniądz, więc chętnie zapłacę za poświęcony na wykłady czas.
Wczoraj zadzwoniłam do takiej jednej ambitnej, która ogłosiła chęć sprzedania notatek z Gramatyki Historycznej (kobyła, nudy, bueeeee). Przedstawiam się, mówię w jakiej sprawie dzwonię i słyszę: - Ale ja już nie mam tych notatek - Jak to? - Sprzedałam - Oryginał??? - Mhm - ... Bardzo się powstrzymałam, żeby nie powiedzieć tej dziewczynce: "a teraz idź, rozpędź się i pierdolnij się głową w ścianę", albo coś łagodniejszego, w stylu: "to może od razu zatrudnij się w Biedronce, bo studia ci chyba nie służą". Ale nie powiedziałam nic. Zostawiłam w spokoju tę idiotkę, która zabiła swoją złotą kurę.
wtorek, 28 listopada 2006
poniedziałek, 27 listopada 2006
Kryzys
Chce mi się palić, żreć Twixy i nie chce mi się dupy ruszyć, co zdecydowanie burzy mój staroroczny plan. Trzymam się jeszcze i nawet planuję jeszcze basen na dziś, ale czy to wyjdzie?
Aha, jakby się ktoś pytał, to mam dzisiaj pierwszą internetową randkę. Jeśli nic jutro nie napiszę, to wiecie;)
sobota, 25 listopada 2006
Z lenistwa
Postanowiłam zrealizować noworoczne postanowienia w starym roku, czyli staroroczne postanowienia. Dzięki temu nie będę już nic musiała tego pierwszego stycznia 2007. Nie żebym tak co roku dotrzymywała noworocznych postanowień. W końcu już od dwóch lat obiecuję Pani Majce, że ten rok na pewno będzie zajebisty, więc teraz już wolę nic nie mówić, nie obiecywać i tak dalej. A ze swojej strony: a) od trzech dni nie palę b) od dwóch dni się odchudzam, ale nie że jakoś drastycznie, tylko jem mniej po prostu (TO JEST STRASZNE!!!) c) wczoraj byłam na aerobiku, a do świąt mam jeszcze 7 treningów - wszystkie zaplanowane co do dnia i godziny d) dzisiaj wypożyczyłam sobie rower i jeździłam jak najęta przez dwie godziny - KRAKÓW JEST PO PROSTU SUPER!!! No. To tyle. Ale nieźle, co? Chyba sobie normalnie pogratuluję:) Dodam jeszcze, że dzisiaj w Krakowie obowiązywał zakaz zawierania trwałych związków, proszę: 
|
|